O sile chęci…

Wiele razy słyszałam, że chcieć to móc… Niezależnie czy dotyczy to jakiś zupełnie nieprawdopodobnych marzeń, pracy czy miłości. Ślepo w to wierzyłam przez długie lata, uprawiałam wszelkiego rodzaju afirmację i dziś mam wrażenie, że często poza utratą kilogramów energii wciąż jestem w tym samym miejscu. Poniekąd wciąż trwam w drużynie „chcenia” i mam cichą nadzieję, że doprowadzi mnie to do celów, które tak naiwnie obrałam wiele lat temu. Co ciekawe, moje klęski wcale nie popychają mnie w kierunku zaprzestania prób, wręcz przeciwnie.  Mimo, że tak często słyszę, że się nie da… że w dzisiejszych czasach trzeba inaczej, że to nie wypada, nie pasuje. Czy zasada chcieć to móc wówczas przestaje działać?

Inaczej rzecz się ma w relacjach. Moje doświadczenia mówią, że każda próba i każde staranie są zawsze docenione i procentują. To sianie ziaren, które prędzej czy później wykiełkują. Wiem, że bez chęci wykonania pracy i chęci samej w sobie nie wydarzy się nic. W relacjach nie działa postawa „przeczekam” i „to się samo zrobi”. Łatwo o tym pisać, gdy jest się na początku drogi, gdy każde przeszkody przeskakuje się w radosnym uniesieniu i bez wysiłku. Po latach te przeszkody stają nie niemożliwe nawet do obejścia dookoła powolnym krokiem. Są zbyt duże, zbyt męczące – nie do zaakceptowania. Wówczas zadajemy sobie pytanie czy wciąż chce nam się chcieć i próbować? I tu faktycznie chcieć to móc… Prawda jest taka, że „chęć” może pozwolić wyjść bezpiecznie z każdego zakrętu, pomaga przetrwać nawet najbardziej hardcorowe turbulencje. Rzecz jasna „chęć” musi być obustronna, bo przecież bez drugiej osoby nie można mówić o relacji.

Utwór „We Can Work It Out” powstał na zakręcie. Zarówno Andy jak i ja utknęliśmy w bardzo dziwnych punktach swojego życia. Zupełnie niezależnie dzieliliśmy te same emocje w odległości 15 000km. Każde z nas miało przemyślenia dotyczące relacji, zaangażowania i tego jak bardzo ma się czasem dość wszystkiego i jak trudno się z tego kołowrotka wydostać.

Moja „trudna” relacja odnosi się do muzyki. Bycie artystą z mojej perspektywy to wybór najtrudniejszy z możliwych. Nie ratuje nikomu życia, przynajmniej nie bezpośrednio, bo zdarzają się wiadomości od osób, które twierdzą, że któraś z moich piosenek pozwalała im przetrwać trudny moment. To pomaga i mnie. Nie robię właściwie nic istotnego dla świata, nie wynajdę antidotum na covid19, nie zaprojektuje rakiety kosmicznej, nie zatrzymam globalnego ocieplenia. Piszę smutne piosenki, których ktoś posłucha bądź nie. Proszę się przyznać, jak często w pierwszych sekundach utworu robicie ‘skip’? 😀 Tak łatwo kilka miesięcy czyjejś pracy przeskrolować czy przewinąć, nie dając mu szansy na pełnowymiarową wypowiedź.

W dzisiejszych czasach poza piosenką potrzebny jest haczyk, opowieść – niekoniecznie prawdziwa. Ważne, żeby ludzi dało się złapać w pułapkę, jakoś ich namówić do słuchania… Sama opowieść w formie piosenki to za mało – potrzebny stejtment, jakaś kontrowersja. Tylko czy to nie sam utwór ma opowiadać historie i przekazywać emocje? Czy jest faktycznie potrzeba interpretowania utworu za słuchacza? Narzucania mu swojej wersji zdarzeń? Po co? Czy chcecie być tymi, za których ktoś decyduje?  Mówi Wam jak macie myśleć i rozumieć?

„We Can Work It Out” to utwór, w którym nie ma kontrowersji, nie ma też specjalnie niczego niekonwencjonalnego. Dotyczy emocji, które przeżywa każdy. Jestem pewna, że zdarzają Wam się momenty, w których bardzo potrzebujecie usłyszeć słowa: damy radę, wypracujemy to i będzie ok! Oczywiście mogłabym Wam powiedzieć, że to piosenka, która powstała na skutek złamanego serca, długiej terapii bądź traumatycznych zdarzeń, ale nie. Powstała na zakręcie, na którym może się znaleźć każdy. Codziennie. Nic w tym specjalnego, ot moment zwątpienia. To utwór z serii motywacyjnych. Dopinguje nas do działania, odkąd tylko powstało pierwsze demo. Mam nadzieję, że poczujecie to samo podczas odsłuchu. To historia o momentach zwątpienia, ale też o tym, że prędzej czy później wszystko się ułoży. O tym, że chęć wyzwala w nas nieskończone pokłady siły, która pozwala przetrwać wszystko. To utwór o sile miłości – nie tylko do drugiego człowieka, ale też do swojej pasji i marzeń. Bo przecież wystarczy chcieć, żeby przezwyciężyć wszystkie przeciwności. Mimo, że sama często czuje jakbym tańczyła na krawędzi, poddaje się przynajmniej kilka razy w miesiącu, a w nocy budzę się z przerażenia, że znów cały wysiłek pójdzie na marne, to wciąż wierze, że ma to swój głębszy sens i że WARTO.

Miłego słuchania – to tylko trzy i pół minuty – dajcie temu szansę w całości! Skoro dotarliście do tego miejsca, to znaczy że daliście się wciągnąć i teraz czas na słuchanie 🙂 Bez typowego teledysku (kocham teledyski, żeby nie było), chcieliśmy się z Wami podzielić obrazem, który nam towarzyszy przy tworzeniu tego albumu. Łącze pomiędzy Polską, a Australią jest nieustanie gorące. Towarzyszymy sobie na odległość w najdziwniejszych momentach i dzięki temu połączeniu powstaje cały album. Nie dołączamy też pięknych zdjęć (uwielbiam, gdy piosenka jest opatrzona zdjęciami, które nadają klimat utworowi – nie tym razem jednak) bo zdjęciem promującym ten utwór powinna być twarz każdego z Was. Taka niewyspana i niedoskonała, w momencie, kiedy macie dość i nie chce się już chcieć.  A my wówczas zaśpiewamy Wam, że dacie radę!

Kategoria felieton

Rozstanie to zawsze początek czegoś nowego…. 

Rozpad relacji, w którą zainwestowaliśmy nasz czas i energię oraz świadomość, że odkryliśmy się przed kimś cali, a on/ona odchodzi – to niezwykle przytłaczające, bolesne i trudne doświadczenie… Czy istnieje przepis, który ułatwi przetrwanie rozstania?

 

Don’t you love me? To pierwsze pytanie, które pojawiło się w mojej głowie po rozstaniu. Czy nie zasługuję na tę miłość? Co zrobiłam źle? Poczucie winy rośnie, a jedyną ucieczką jest wówczas zagłuszanie myśli i wyparcie tych emocji z głowy. Muzyka, przyjaciele, książki i filmy motywacyjne, podcasty mają dla nas tysiące pewnie słusznych i wyrażanych w dobrej intencji rad i recept. Zazwyczaj, mimo, że zapewniają chwilową ulgę to wydają się być niewystarczające. Każdy z nas inaczej musi poradzić sobie z rozstaniem. Jak to zrobić?  Ja ten ból przekierowałam w teksty moich utworów i muzykę. Trauma i cierpienie, które towarzyszyły całemu procesowi zamieszkały we mnie na dobrych kilka lat. Do tej pory wspominam ten okres jako najtrudniejszy w moim życiu, choć teraz mogę już o tym opowiadać z dystansem i obiektywnie ocenić jak to na mnie wpłynęło.

Na złamane serce nie ma lekarstwa, a próby łatania go dobrymi radami i frazesami typu “czas leczy rany” tylko potęgują złość i bezsilność. Dla mnie lekarstwem stała się muzyka Moja playlista, której słuchałam zaraz po tym najtrudniejszym w moim życiu rozstaniu, wciąż w ułamku sekundy przywołuje wszystkie te emocje, teraz już są one nieco przytłumione, ale wciąż mocno żywe i realne. Podobnie wyglądała praca nad utworem “Don’t you love me”. Było to bardzo duże wyzwanie. To historia o rozstaniu, stracie i bólu, która jest związana z utratą miłości. Każdy kto choć raz miał w sobie te uczucia, wie jak trudno, nawet po latach do nich wracać. Nagranie tej piosenki wymagało ode mnie odszukania w sobie tych emocji, zatopienia się w nich na nowo. Ten utwór sprawił, że mogłam dokonać bilansu i refleksji na temat tego co się właściwie stało, jak się zmieniłam, co zyskałam, a co straciłam i jak ta trauma wpłynęła na moje obecne życie, warunkowała moje decyzje. Zabrzmi to dość górnolotnie, ale dziś wiem, że nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Gdyby nie te wszystkie emocje, przemyślenia i ból, nigdy nie byłabym gotowa na to co spotkało mnie później. Nie napisałabym kilku piosenek i nigdy nie otworzyłabym się tak świadomie na nową relację. Bardzo dokładnie pamiętam moment, w którym po raz pierwszy poczułam ulgę i rozpoczęłam proces uzdrawiania. To był etap, który musiałam przejść, żeby znaleźć się w miejscu, w którym jestem dziś. Cudownie byłoby posiadać taką widzą od razu, bo rozstanie może nas wzmocnić, ta nowa rzeczywistość sprawi, że będziemy bardziej świadomi siebie, pewniejsi, mocniejsi. Mnie po tym najtrudniejszym rozstaniu została garść przyjaciół, którzy są przy mnie niezależnie od wszystkiego i wiem, że zawsze mogę na nich liczyć. Kilka depresyjnych utworów, przede wszystkim “White Heart”, który wówczas powstał i wciąż budzi we mnie ogromne emocje. Pamiętacie ten numer? No i ostatecznie, po długim czasie powstał też utwór “Don’t you love me”, który mam nadzieje, że będzie dla Was terapeutyczny i pozwoli wytrwać w trudnym czasie. Każde rozstanie to początek czegoś nowego…

Kategoria felieton

Dlaczego uczę się dopiero na błędach? 

Odkąd pamiętam, niezależnie od wieku i stanu ducha o wszystkim musiałam się przekonać sama i na własnej skórze. Mimo ostrzeżeń, znaków i nawet przeczucia – nie słuchałam nikogo, ba, często nawet nie słuchałam samej siebie, bo przecież spróbować trzeba. Szłam prosto w ogień nie zważając na nikogo i na nic.  Wszystko zaczęło się w przedszkolu, kiedy w czwarte urodziny stwierdziłam, że wszystko mi wolno, bo przecież w urodziny nikt nie będzie egzekwował ode mnie posłuszeństwa. Testowałam więc cierpliwość pani przedszkolanki i wszystkich napotkanych osób, które po wielu godzinach mojego swawolenia postanowiły jednak ustawić mnie do karnego kąta. Nie zastanawiałam się długo, spakowałam kredki, blok rysunkowy, buty na zmianę i postanowiłam wyprowadzić się z przedszkola – nikt przecież mnie nie będzie tak traktował w urodziny… Potem przyszło mi przepraszać i publicznie żałować za tę całą ekstrawagancję, choć w duchu nie żałuję do tej pory.

Born this wayW szkole nie było lepiej – nigdy nie należałam do grupy tych grzecznych i gotowych do podporządkowywania się obowiązującym regułom. Musiałam więc robić swoje i starać się bardziej, bo wyrobiona opinia na mój temat nie była tu sprzymierzeńcem. Chyba w tamtym czasie lubiłam ryzyko, bo nie czułam satysfakcji, póki nie robiło się naprawdę poważnie. Wypowiadane w moją stronę „uważaj”, „to nieodpowiedzialne”, „zrób tak” działały jak płachta na byka – robiłam dokładnie odwrotnie niż mi nakazano.

Co jest z człowiekiem nie tak, że nie słucha rad innych? Przecież są mądrzejsi, bardziej doświadczeni i wiedzą więcej na temat życia, bo mają swoje lata i po prostu etap głupoty przećwiczyli na własnej skórze. Dlaczego kobiety zakochują się w tych niegrzecznych chłopcach, wchodzą w związki, które z góry skazane są na niepowodzenie? Dla dreszczyku emocji? Dlaczego chłopaki wybierają te najpiękniejsze dziewczyny w klasie, a potem nie śpią po nocach, bo boją się, że ktoś im je ukradnie? Dlaczego człowiek skonstruowany jest tak, że dopiero popełniony przez niego błąd traktuje jak lekcję. Uczą nas tylko ćwiczenia, praktycznie – nie wyciągamy nic z lekcji teorii, które dają nam najbliżsi – profesorowie życia – rodzice, dziadkowie, starsze rodzeństwo. Oczywiście słuszna jest teoria, że nikt nie wie lepiej co jest dla nas dobre niż my sami. Kurczowo się tej teorii trzymamy i popełniamy te wszystkie błędy, wpisujemy to w swoją rubrykę ze straconymi punktami i nieprzespanymi, a czasem nawet przepłakanymi nocami.  Zastanawiający jest ten bunt i sprzeciw, który wywołują dobre rady i ostrzeżenia kierowane w naszą stronę. Bo jeśli posłuchamy to okażemy się słabi i bez własnego zdania? Czy pojawia się on dlatego, że pod skórą czujemy, że ktoś ma rację, a w nas się gotuje, bo nie chcemy, żeby ta racja była po jego stronie… W pewnym momencie się gubimy, uciekamy przed dobrymi radami, przed swoją intuicją i wszystkim co może nas spotkać. Tym dobrym i złym. Dochodzimy do momentu, że ryzyko jest zbyt duże. Ja chyba właśnie ten etap uważam za najtrudniejszy. Być może to dojrzałość albo po prostu doświadczenie.  Ryzykować już się trochę boję… bo wiem jak smakuje kolejna nieprzespana noc i jak długo potem muszę się zbierać do kupy. Na siebie sprzed kilku lat patrzę potępiającym wzrokiem, znajomym, tym który był wówczas w oczach moich bliskich. Tylko co, jeśli przez ten strach i tak zwaną dojrzałość omija nas to co może być dla nas najlepsze? Czy lepiej jest być zachowawczym i nie czuć nic – czy przez moment zatracić się w tym szaleństwie i ryzykować. Czuć najmocniej i najintensywniej – nawet jeśli tylko przez chwile… Czy na starość będziemy wspominać te chwile posłuszeństwa czy chwilowy zryw, który przysporzył nam więcej przeżyć niż kilkanaście lat życia z zgodzie z zasadami i ogólnie pojętym rozsądkiem.  Na szczęście każdy może wybrać drogę najlepszą dla siebie…

 

Kategoria Uncategorized
Nowy singiel „Mama said” to dla nas bardzo osobista opowieść, poruszająca temat skomplikowanych relacji międzyludzkich, z którymi każdy z nas styka się na co dzień. Czasem odnosi się to do relacji partnerskich, czasem przyjacielskich czy towarzyskich. To opowieść o związkach, w których tkwimy mimo wielu sygnałów ostrzegawczych i dużego ryzyka. Każdemu z nas zdarzyło się zapewne balansować na krawędzi czując się jak w uzależniającej grze, która na początku jest wciągająca, ale ostatecznie okazuje się niebezpieczna i wyniszczająca. To też dotyczy się miłości w czasach kwarantanny i izolacji. Może być wówczas bardzo frustrująca i dewastująca. Często próbujemy oszukać sami siebie, postępujemy wbrew ostrzeżeniom przysłowiowej „mamy” – zupełnie bez namysłu. Musimy sami się przekonać i nauczyć na własnych błędach. Najtrudniejszy okazuje się moment, w którym orientujemy się, że właśnie znaleźliśmy się w sytuacji życiowej czy uczuciowej, w której nigdy nie chcieliśmy być, a kompletnie nie umiemy znaleźć drogi powrotnej. Dla mnie o takim właśnie momencie jest ten utwór. Zapraszam do słuchania 🙂 Tutaj znajdziecie link utworu we wszystkich serwisach: https://wmg.lnk.to/MamaSaid Pola
Kategoria Muzyka

Czasem przychodzi taki moment, gdzie trzeba oderwać się od codziennych problemów i zakopać pod kołdrą (tak wiem, że przy obecnych upałach ciężko szukać szczęścia pod kołdrą, ale inne alternatywne opcje zakopania się też wchodzą w grę 🙂 ) z ulubioną muzyką na uszach.

Odkopałam moje ulubione piosenki, które w takich chwilach sprawdzają się perfekcyjnie i przygotowałam dla Was specjalną playlistę. Dajcie znać jak Wam się podoba!

Kategoria News

Pola Rise i Andy Ward prezentują letni remix utworu HIGHER, którego autorem jest GLACEO – jeden z czołowych włoskich producentów muzycznych, zrzeszający ponad 1 000 000 słuchaczy miesięcznie na Spotify!  

Utwór Higher to efekt kooperacji niezwykłego polsko – australijskiego duetu.  Pola Rise i Andy Wardzapowiadają tym utworem wspólne wydawnictwo. W niespełna miesiąc od premiery piosenka została odsłuchana w serwisach streamingowych już ponad 300 000 razy! Remix natomiast powstał we współpracy z Glaceo, który nadał numerowi zupełnie nowego, house’owego vibe’u, który uzależnia. To propozycja, która z pewnością przypadnie do gustu fanom Kygo, Seeb czy Major Lazer. 

 Glaceo to znany producent muzyczny współpracujący m.in. ze słynną wytwórnią Armada. Jego nagrania – Take You AwayRight Here Right Now i Paranoid znalazły się na najczęściej subskrybowanym kanale muzycznym w historii – Trap Nation (28 mln subskrybcji). Utworów Glaceo można posłuchać na największych playlistach wszystkich platform cyfrowych na świecie.  

Kategoria News

POLA RISE & ANDY WARD – HIGHER (GLACEO RMX)

 Letni remix Higher doczekał się już poand pół miliona wyświetleń w serwisie YouTube! Dzięki!